Gikondo Kabuga - galeria zdjęć Masaka - galeria zdjęć Ruhango - galeria zdjęć Ruhuha Karama - galeria zdjęć Butare - galeria zdjęć Rutshuru - galeria zdjęć Ntamugenga - galeria zdjęć Kamerun Kongo Rwanda Burundi
Start arrow Adopcja serca arrow Dożywianie
Dożywianie zagłodzonych dzieci
Rwanda jest jednym z najbiedniejszych krajów świata. Jej przeciętny mieszkaniec jest tak biedny, że może sobie pozwolić najwyżej na jeden nędzny posiłek w ciągu dnia, spożywany najczęściej pod wieczór. Już małe dzieci tak się wychowuje, że o drugi posiłek nie wolno nawet prosić. Spożywa się tu głównie słodkie ziemniaki, fasolę, maniok, sorgo... W tym jednostronnym pożywieniu brakuje wielu niezbędnych składników, jak białko czy witaminy. Biedne dzieci mleka czy mięsa nie widzą nigdy. W Rwandzie jest wiele zagłodzonych dzieci, a na skutek trwającej od 1990 r. wojny ich ilość gwałtownie wzrasta. Matki przynoszą je do ośrodków dożywiania, prosząc o pomoc. Ojcowie są w więzieniu lub nie żyją, a matki nie mają dla dzieci jedzenia, nie mają pracy, pola... Szczególnie wiele zagłodzonych dzieci jest wśród sierot (po wojnie pozostało ich setki tysięcy), zwłaszcza gdy żyją same, bez opieki dorosłych. Gdy się ich pyta, co będą jeść, często odpowiadają: "Dzisiaj nic, bo nam nikt nic nie dał". Jak sąsiedzi coś dadzą, to sobie ugotują. A jak nie dadzą - są głodne.

Choroby głodowe

Najczęstszymi chorobami spowodowanymi przez niedożywienie są marazm i kwasiorkor. Marazm jest spowodowany brakiem produktów energetycznych, a niedożywione dzieci są całkowicie wychudzone. Ich waga bywa ponad połowę mniejsza od normy. Natomiast kwasiorkor spowodowany jest brakiem białka w pożywieniu. Objawia się głównie obrzękami na całym ciele. Zamiast tkanki tłuszczowej jest woda. Po naciśnięciu skóry palcem pozostaje dołek. Włosy odbarwiają się i prostują. Oba przypadki w cięższych stanach prowadzą do śmierci. W wielu wypadkach dochodzi też do trwałego upośledzenia fizycznego (dzieci nie osiągają normalnego wzrostu) lub umysłowego (zagłodzony mózg nie rozwinie się - później te dzieci nie mogą się niczego nauczyć). Niekiedy dzieci trafiają do ośrodka dożywiania zbyt późno. Wycieńczony organizm nie przyjmie już żadnego pokarmu.

Misyjne ośrodki dożywiania

Na te problemy odpowiadają misyjne ośrodki dożywiania dla zagłodzonych dzieci. Stanowią administracyjnie jeden kompleks z misyjnymi ośrodkami zdrowia. Każde dziecko zapisane do ośrodka ma swoją kartę, na której notowane są wszystkie zabiegi i szczepienia. Matki z dziećmi zdrowymi powinny przychodzić raz w miesiącu na kontrolę ich wagi w stosunku do wzrostu i wieku. Jeżeli waga nie jest odpowiednia, dzieci muszą zostać na leczeniu szpitalnym pod opieką kogoś z rodziny. Wtedy ich wagę codziennie kontroluje się i wpisuje do karty. Dla niektórych matek pozostanie z dziećmi w ośrodku okazuje się jednak niemożliwe. W domu nie ma nikogo z pozostałymi dziećmi, co zmusza je do powrotu i uniemożliwia leczenie stacjonarne dziecka. Wtedy do ośrodka muszą dochodzić. Państwowe ośrodki dożywiania w wielu miejscach prawie w ogóle nie funkcjonują. Nie otrzymują wystarczającej ilości żywności ani funduszy na jej zakup. Chorych z głodu odsyłają do ośrodków misyjnych albo w ogóle się nimi nie interesują. W rezultacie mniej liczne misyjne ośrodki zdrowia i dożywiania obsługują większą część pacjentów.

Przebieg leczenia

Wyleczenie zagłodzonych dzieci trwa długo. Leczenie dorosłych jest jeszcze dłuższe i trudniejsze. Opowiada jedna z sióstr misjonarek: "Największą naszą troską są dzieci zagłodzone i umierające z głodu. Przebywają w ośrodku dożywiania dzień i noc. Trudno jest doprowadzić je do normy, gdyż głód spowodował całkowite wyczerpanie organizmu. Jest dziś mnóstwo głodnych, nagich, a zwłaszcza niedożywionych sierot. Nie ma ich gdzie pomieścić. Muszą u nas zostać kilka miesięcy, aby wyleczyły się z głodu i ciało ich doszło do normy - by opuchlizna całego ciała zginęła. Nawet oczy są obrzęknięte i na początku dziecko nic nie widzi. Takie dzieci nie mają apetytu. Są apatyczne, smutne, nie uśmiechają się i mało się ruszają, a każdy dotyk sprawia im ból. Nie można dać im normalnego jedzenia, bo by umarły. Przez trzy dni daje się im do picia mleko na pół z wodą i trochę oleju. Następne trzy dni piją pożywną polewkę z mąką z sorga i domieszką mleka. Trzeba dawać im pić po troszeczku. Nie mogą przyjmować żadnego innego pokarmu. Przez te 6 dni dziecko głoduje i bardzo wymiotuje. Dzieci płaczą, bo widzą, jak inne jedzą, a one czują głód, lecz jeść nie mogą. Żołądek nic nie przyjmuje i dlatego opuchlizna schodzi powoli. Dopiero później dostają inne pożywienie. Leczy się specjalną dietą bogatą w białko. Podaje się jajka, mleko, fasolę... O mięsie nie ma mowy, bo strasznie drogie. Żadnych leków się nie daje, żeby matka zobaczyła, że nie trzeba leków, tylko właściwego odżywiania. Dlatego nie dostają nawet witamin. Powoli zaczynają chudnąć. Znaczy to, że maleje ilość płynów w tkankach. Zaczynają normalnie jeść i stopniowo dochodzą do normy i właściwej wagi." Opowiada inna siostra: "Przychodzą młode matki z zagłodzonymi oseskami. Straciły pokarm, bo też są niedożywione. Dziecku trzeba natychmiast podać mleko. Jeżeli mamy pieniądze, kupujemy je. Jest jednak bardzo drogie. Jeśli nie mamy, dziecko musi umrzeć...".

Zajęcia dla matek

Nie mniej ważne, niż leczenie, jest zapobieganie przypadkom zagłodzenia. Obok pomocy materialnej najbiedniejszym rodzinom czy sierotom potrzebne jest też dokształcanie kobiet. Wielu matkom nie tylko brakuje środków, ale też nie umieją właściwie karmić swych dzieci ani się nimi opiekować. W ośrodkach dożywiania uczą się praktycznie wszystkiego. Korzystają z różnych porad, zwłaszcza z zakresu higieny i prawidłowego żywienia dzieci. W ośrodkach są piękne, kolorowe plansze, przedstawiające na rysunkach rozwój dziecka oraz zasady prawidłowego żywienia. Mogą z nich korzystać nawet analfabeci. Każdy ośrodek ma też ogród. Matki, które przychodzą prosić o dożywianie, pracują w nim, aby we własnym zakresie uzyskiwać świeże warzywa. Dzięki temu kobiety nie czekają godzinami bezczynnie na swoją kolejkę, lecz sensownie wykorzystują czas dla siebie i swych dzieci. Przy tym uczą się uprawy warzyw, które w Rwandzie są niemal nieznane. Ludzie nie chcą zbytnio sadzić np. marchwi czy innych pochodzących z Europy warzyw, które mają dużo witamin, gdyż ich kształtowane przez pokolenia nawyki kulinarne są inne. Ponieważ kobiety nie wiedza, jak przyrządzić nieznane im warzywa, uczą się tego pod kierunkiem sióstr, przygotowując na miejscu posiłki dla dzieci. Później dla sprawdzenia, czy zapamiętały, co włożyć do garnka, muszą przynieść próbkę potrawy i pokazać. Wymaga się też choćby symbolicznego wkładu kobiet w utrzymanie ośrodka i przygotowywanie posiłków. Każda musi coś przynieść - kawałek drzewa, troszkę fasoli, jajko czy coś zielonego, żeby wiedziały, że muszą się o te rzeczy starać. Później to jedzą ich dzieci. Kobiety płacą też symboliczne składki na opłacenie instruktorek prowadzących zajęcia.

Byłem głodny, a daliście mi jeść...

Siostry misjonarki w ośrodkach dożywiania przez swoją pracę codziennie odpowiadają na te słowa Chrystusa. Są żywymi świadkami Bożej miłości i dobroci. Ich praca jest jednak możliwa tylko dzięki ofiarności ludzi dobrej woli, również z Polski, którzy pragną na te słowa odpowiedzieć. Los głodujących sierot jest wyzwaniem dla każdego z nas. Mówi Matka Teresa z Kalkuty: "Jeżeli biedni musieli umierać z głodu, to nie znaczy, że Bóg się o nich nie troszczył. Znaczy to natomiast, że ty i ja niczego im nie daliśmy, nie staliśmy się narzędziami miłości w ręku Boga, by dawać im chleb i ubranie. Znaczy to też, że nie rozpoznaliśmy Chrystusa, który ponownie przyszedł w nędznym przebraniu człowieka ubogiego, bezdomnego, osieroconego dziecka".

Warunki pomocy

Warunkiem przystąpienia do "Adopcji Serca - Dożywianie" jest pomoc finansowa:
w dowolnej deklarowanej kwocie.
Ta forma pomocy jest anonimowa i trwa kilka miesięcy. Deklarujemy dowolną sumę na dowolny okres.
powrót na górę strony
 
Designed by Grupa SPOT