| Wystąpienie na Jasnej Górze |
|
Przedstawiciele Ruchu Maitri zostali zaproszeni do przedstawienia działalności Ruchu podczas XXXIV Kongregacji Odpowiedzialnych Ruchu Światło-Życie na Jasnej Górze 1.03.2009 r. W panelu "Miłosierdzie bez granic - krańce świata ubogich", czyli różne formy ewangelizacji poprzez posługę miłosierdzia głos w naszym imieniu zabrali Odpowiedzialni wspólnot: gliwickiej, bytomskiej i warszawskiej. Głos Ryszarda z Gliwic: Szczęść Boże, chcielibyśmy bardzo serdecznie podziękować za zaproszenie Ruchu Maitri na Kongres Ruchu Oazowego. Sam ponad 20 lat temu aktywnie działałem w Ruchu Oazowym, przechodząc całą formację, łącznie z Kodą, i prowadząc także grupę parafialną; wspominam ten czas i Ruch Oazowy bardzo ciepło. W Ruch Maitri zaangażowany jestem niedługo, dopiero od ubiegłego roku, ale córeczkę z Adopcji Serca - Beatrice z Rwandy - mamy już z żoną już 7 lat. Dzisiaj chciałbym w kilku słowach powiedzieć właśnie nt. dzieła Adopcji Serca. Prowadzone jest ono od 12 lat, m.in. za pośrednictwem Ruchu Maitri. Nasz Ruch łączy już kilka tysięcy osieroconych, najbardziej potrzebujących dzieci w Afryce z polskimi "rodzicami". Łączy, bo Adopcja Serca to coś znacznie więcej niż finansowe wsparcie dziecka w Afryce. To również "duchowe przyjęcie na odległość tego dziecka do rodziny", jakże potrzebne tym dzieciom, doświadczonym często traumatycznymi przeżyciami, ale z drugiej strony w sposób niesamowity ubogacające darczyńców i ich całe rodziny. Siostry misjonarki, bez których dzieło Adopcji byłoby niemożliwe, piszą: Kochani Rodzice, Wy włączacie się w sposób szczególny w misję objawiania Bożej Miłości poprzez czynne zaangażowanie się w pomoc sierotom. Dzięki Wam na twarzach wielu dzieci pojawia się radość. Ważna jest Wasza pomoc materialna, ale te dzieci otrzymują od Was coś znacznie cenniejszego: poczucie, że są kochane, że ktoś o nich myśli i się za nie modli. Ileż szczęścia i radości widzę na buziach dzieci, które otrzymały list od swoich Rodziców Adopcyjnych z Polski. List ten jest przechowywany w domu jako cenny skarb, a zdjęcie wisi na centralnym miejscu. One Was zachowują bardzo głęboko w swoim sercu i często modlą się za Was. Inna siostra dodaje: Na Adopcję Serca czeka kolejnych kilkanaście tysięcy osieroconych dzieci, które żyją samotnie w maleńkich lepiankach, bez żadnych środków do życia, często w skrajnej nędzy. Poprzez "zdobycie" duchowej rodziny zastępczej dzieci odzyskują wiarę w życie. Czują się zaakceptowane, uratowane od nędzy, śmierci głodowej i moralnej. Czekają z utęsknieniem na listy od swoich przybranych rodzin, które choć na odległość wzięły je pod swoją opiekę. Chcielibyśmy również Was, kochani, zachęcić do włączenia się w dzieło Adopcji. Z pewnością nieprzypadkowo tu jesteśmy, nieprzypadkowo mamy tę chwilę. Możliwości jest wiele... Jan Paweł II w orędziu na Wielki Post w 1996 r. pisał: Głód jest ogromnym dramatem, nękającym ludzkość: trzeba to sobie jeszcze wyraźniej uświadomić, trzeba konsekwentnie i hojnie wspomagać różne organizacje i ruchy niosące ulgę w cierpieniu ludziom zagrożonym przez śmierć głodową... Pismo św. wielokrotnie wzywa nas do troski o ubogich, bo w nich jest obecny sam Bóg. Stając się ubogim, Chrystus pragnął utożsamić się z każdym ubogim... Chrystus będzie błogosławił tym, którzy umieli dostrzec Jego oblicze w potrzebujących: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili (Mt 25,40). Głos Danuty z Bytomia: Szczęść Boże! Ruch Maitri powstał w r. 1975 w wyniku zetknięcia się Polaków z Matką Teresą i Jej siostrami w Kalkucie. Poprzez swoją postawę wobec Jezusa, obecnego w Eucharystii i w każdym bliźnim, szczególnie w najbiedniejszych z biednych, Matka Teresa stała się dla nas wzorem do naśladowania. Jezusowe słowo wypowiedziane z krzyża: "Pragnę", wyrażające Jego oczekiwanie na naszą miłość, na okruch miłości, ofiarowany drugiemu człowiekowi, jest wypisane przy krucyfiksie w każdej kaplicy Zgromadzenia Misjonarzy Miłości na całym świecie. Duchowość naszego Ruchu staramy się budować wokół tego oczekiwania Jezusa. Również franciszkański duch misjonarek miłości i ich wielka otwartość na każdego człowieka są dla nas wzorem. Wielu uczestników Ruchu było w Kalkucie, pracowało w Domu Czystości dla umierających i w innych domach pomocy najbiedniejszym, prowadzonych przez siostry i braci misjonarzy miłości. Niezmiennie staramy się od nich uczyć bezinteresownej miłości bliźnich, szczególnie najbiedniejszych z biednych. Okazywanie tej miłości jest charyzmatem naszego Ruchu. W przeszłości popularyzowaliśmy w Polsce pracę tego zgromadzenia. Nasz amatorski film "Znaki Miłości" obejrzały setki tysięcy osób. Tyleż samo broszurek i informatorów, wydawanych bezdebitowo, trafiło do wiernych w kościołach w całym kraju i do pielgrzymów zdążających na Jasną Górę. Wielokrotnie zapraszaliśmy Matkę Teresę do Polski, a kiedy przybyła na zaproszenie księdza prymasa, pomagaliśmy siostrom w zadomowieniu się w naszym kraju. Potem organizowaliśmy rekolekcje Ruchu w łączności z siostrami. Wielokrotnie uczestniczyliśmy w ślubach nowych sióstr. Ilekroć dowiadywaliśmy się o przyjeździe Matki Teresy do Polski, zjeżdżaliśmy się, by po raz kolejny ubogacić się bezpośrednim kontaktem z Jej osobą. Zawsze zapraszała nas do kochania Jezusa, obecnego w Eucharystii, na modlitwie i w każdym człowieku. Obecnie domy misjonarek miłości mieszczą się w Warszawie, Zaborowie (gdzie jest nowicjat), Szczecinie, Katowicach i Łodzi. Uczestnicy naszego Ruchu nadal spieszą z pomocą ubogim rodzinom odnalezionym przez siostry. Nasza współpraca z misjonarkami miłości trwa również poprzez modlitwę, adorację w ich kaplicach, ofiarowanie cierpień. Od sióstr zaczerpnęliśmy 3 modlitwy, które codziennie odmawiamy w łączności z nimi i ze współpracownikami na całym świecie. Są to modlitwy naszego Ruchu: modlitwa Pawła VI, modlitwa franciszkańska i modlitwa kardynała Newmana. Staramy się szerzyć kult Matki Teresy w Polsce. Udało się nam sprowadzić Jej relikwie do 5 parafii. Uważamy, że przykład Jej życia jest nam wszystkim bardzo potrzebny. Głos Jacka z Warszawy: Ryszard zasygnalizował naszą troskę o tysiące dzieci z wielu krajów. W nawiązaniu do treści wczorajszych paneli dodam, że większość rodziców adopcyjnych dla tych dzieci znajdujemy poprzez internet. W naszych działaniach próbujemy wychodzić poza nasze opłotki, taka potrzeba była tutaj wczoraj podnoszona. Sięgamy po różne środki, licząc na szerszą reakcję polskiego społeczeństwa na sprawy ubóstwa w świecie. Służyło temu np. zebranie setek tysięcy podpisów o darowanie długów krajom ubogim w akcji "Jubileusz 2000". Służyło temu również wypromowanie o. Mariana Żelazka do pokojowej Nagrody Nobla. Pod tą nominacją podpisało się wielu naszych braci niewierzących, choćby Aleksander Kwaśniewski, ówczesny prezydent. Współpracowaliśmy przy układaniu listu nominacyjnego ówczesnego ministra spraw zagranicznych Włodzimierza Cimoszewicza. A cel tego był jeden - pobudzić wrażliwość Polaków w tych sprawach. O. Marian zgodził się na kandydowanie, przekonany argumentem, że jego kandydowanie zwiększy procent Polaków skłonnych do pomocy ludziom w innych krajach z 1,0% do 1,2%. Nie miejmy złudzeń - o takich procentach tutaj mówimy. I chociaż z nagrody tej nic nie wyszło, to powstało pozytywne zamieszanie w oczekiwanym kierunku. Po jego śmierci doprowadziliśmy do uchwalenia przez Senat RP uchwały stawiającej o. Mariana za wzór Polaka. Jeśli ktoś o tym nie wie, to zachęcam do przejrzenia strony www.brotherhood.pl. Szczególnie zachęcam nauczycieli i katechetów. Danuta powiedziała o związku naszego Ruchu z Matką Teresą. Może to się części zebranych wydać trochę dziwne. Może tak być, bo środki masowego przekazu bardzo spłaszczyły tę postać, przedstawiając ją jako swojego rodzaju działacza społecznego. Tymczasem była Ona jednym z największych myślicieli XX w. Nie stworzyła żadnego nowego systemu filozoficznego, ale Jej myśli mają siłę zbliżoną do ewangelicznych przypowieści. Ona nie tylko była Matką Ubogich, ale uczyła nas, bogatych, dostrzegania w ubogich twarzy Boga. Ona weszła pomiędzy ubogich i opowiedziała nam o ich wielkości. Sama uczyła się miłości od nich. Popatrzmy na ten obrazek. Jakie reakcje w nas budzi? Widzimy, że jest tu paskudnie brudno, nie ma na czym usiąść i gdzie się schować. A co zobaczyłaby tutaj Matka Teresa? Posłuchajmy jej słów: Kiedyś zabrałam z ulicy chłopca i zaprowadziłam do naszego domu dla dzieci. Wykąpałam go, dałam mu czyste ubranie i wszystko, czego potrzebował, ale nazajutrz chłopiec uciekł. Potem ktoś inny znowu go znalazł, lecz historia się powtórzyła. Wtedy powiedziałam siostrom: "Proszę, idźcie za tym chłopcem. Niech jedna z was z nim zostanie i zobaczy, dokąd on ucieka". Dziecko uciekło po raz trzeci. Poszło do miejsca, gdzie pod drzewem siedziała jego matka. Położyła dwa kamienie pod małe gliniane naczynie i gotowała coś, co zebrała ze śmietników. Siostra zapytała chłopca: "Dlaczego uciekłeś z domu?" Chłopiec odpowiedział: "Tutaj jest mój dom, bo tutaj jest moja matka". Tam była matka. Tam był dom. To, że jedzenie pochodziło ze śmietników, nie miało znaczenia, ponieważ ugotowała je matka. To matka tuliła dziecko, matka pragnęła być z dzieckiem i dziecko miało swoją matkę. Tak samo jest między mężem i żoną. Tyle Matka Teresa. Ona opowiedziałaby historię o miłości. I to takiej, której my możemy się uczyć. Ona z pokorą, zakotwiczoną w pokorze Jezusa, potrafiła wyjść na spotkanie innego człowieka - zobaczyć siebie i jego w całości. Umiała mu dać, ale umiała też wziąć. Czyżby nasze porównanie z ubogimi miało się zatrzymać na porównaniu mieszkań, ubrań i garnków? Obyśmy mieli odwagę iść dalej i porównać naszą miłość z miłością ubogich. My też to w naszym Ruchu nieudolnie próbujemy. Przywołam tu jeszcze Jana Pawła II, który wykazywał niezwykłą wrażliwość w wymiarze relacji międzyludzkich. W Dives in misericordia wprost przestrzegał przed jednostronnością: Musimy stale oczyszczać wszelkie nasze działania i intencje działań, w których miłosierdzie bywa rozumiane i praktykowane w sposób jednostronny: jako dobro czynione drugim... Jeżeli tej dwustronności, tej wzajemności brak, wówczas... nie dokonało się jeszcze w pełni to nawrócenie, którego drogę ukazał nam Chrystus... A zatem, jeśli chce się komuś pomagać, to trzeba zacząć od nawrócenia samego siebie. Z tego to właśnie powodu od początku w naszym Ruchu mówi się o tym i pielęgnuje pojęcie wymiany. To nie są sprawy proste. Dla nikogo z nas nie są proste. Wczytując się w życiorys innego specjalisty od miłości, Karola de Foucauld, ze zdumieniem odkrywamy, że on tę wzajemność odkrył po wielu latach poszukiwań dopiero w dramatycznych okolicznościach, kiedy sam był umierający, a afrykańskie kobiety wykarmiły go własnym kobiecym mlekiem, odbieranym swoim dzieciom. To one temu "marabutowi", jak go nazywały, uratowały życie. Wtedy dopiero odkrył, że one też wiedziały, co to jest miłość, i że on nie miał patentu na miłość. I my też nie mamy patentu na miłość, my się jej cały czas uczymy. Miłości jednak nie można się nauczyć przez internet. Tą drogą można tylko zaczepić człowieka. Miłość wymaga, żeby go dotknąć. Dziękuję, że zechcieliście nas wysłuchać. |
| « poprzedni | następny » |
|---|