| Tragedia w Ntamugenga |
|
Drodzy Rodzice Adopcyjni i Współpracownicy Ruchu Maitri! Kiedy piszę do Was ten list, za oknem słychać straszliwy huk bomb, które dochodzą do nas z “pola bitwy” w Ntamugenga. Mieszkańcy Rutshuru, innych wiosek, gdzie jest w miarę bezpiecznie, zostają na miejscu. Mówią, że nie mają gdzie pójść, są już zdeterminowani ciągłymi ucieczkami. My, misjonarze, też trwamy. Dla tutejszej ludności nasza obecność jest znakiem nadziei, że nie jest jeszcze tak źle.
Drodzy Rodzice Adopcyjni, pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie! Kierując do Was ten list, pragnę podzielić się z Wami tym, co przeżywamy na co dzień. Jak wiecie, w grudniu 2007 r. przeżyliśmy bombardowanie w Ntamugenga. Cała ludność opuściła wioskę, chroniąc się w sąsiednich osadach, w budynkach szkolnych, kościelnych, w obozie dla uchodźców. Szkoły podstawowa i średnia funkcjonowały również na uchodźstwie: w Rubare, Kalengera. W kwietniu ludność bardzo nieśmiało zaczęła powracać do swych opuszczonych, ograbionych domów w Ntamugenga. Szkoły na nowo zaczęły działać dopiero na początku maja. Nasz teren był pod władzą i panowaniem rebeliantów. Nie obeszło się bez gwałtów, kradzieży i innych incydentów, ale był względny pokój. Sytuacja na dzień dzisiejszy znacznie się pogorszyła, rozpętała się wojna. Od 28 sierpnia w Ntamugenga na nowo zaczęły się ataki zbrojne między różnymi grupami wojskowymi: rządowymi i rebelianckimi. Ludność Ntamugenga, zmęczona ciągłymi ucieczkami i powrotami, tym razem znalazła schronienie w naszym ośrodku zdrowia. Zapisaliśmy 518 rodzin (około 2 tys. ludzi), które ukryły się na terenie całego ośrodka. Część uchodźców “zadowoliła się” kawałkiem dachu w kuchni polowej dla chorych, w hangarze dla dzieci niedożywionych, w WC, w prysznicach, w przejściach między jednym a drugim budynkiem. W nocy zajęte są również wszystkie sale konsultacyjne i inne pomieszczenia szpitalne. Pozostali niestety zmuszeni są spędzać noc pod gołym niebem. Cały swój dobytek - kawałek ławki, stół, garnki, ubrania, trochę zbiorów, ocalałe zwierzęta domowe: kury, kaczki, kozy, które uciekinierzy zdążyli zabrać - strzegą tuż przy sobie z wielką czujnością, ściśnięci, jeden obok drugiego. Obecnie mamy porę deszczową, która niestety bardzo utrudnia przetrwanie w takich warunkach polowych. Już prawie 2 tygodnie, jak ludzie ci zdani są tylko na siebie, pozostawieni bez żadnej pomocy humanitarnej. Wkrótce ich rezerwa żywności się wyczerpie. Nie dość tego, wszystkie pobliskie pola, drzewa bananowe są zrabowane przez żołnierzy, samych uchodźców. Do niektórych pól nie ma dostępu ze względu na toczące się wciąż walki. Oczywiście wszystkie domy, chaty zostały już też doszczętnie okradzione, splądrowane przez żołnierzy, drzwi, okna - na nowo wyłamane. Z ekipą Maitri próbowaliśmy zająć różnymi zabawami dzieci przebywające w obozie-centrum. Niestety, nie jest to łatwe zadanie, gdyż dzień i godzina kolejnych bombardowań nie jest znana. Na początku konfliktu bombardowania w Ntamugenga były sporadyczne, teraz już codziennie słychać huk bomb. Niewielka grupa ludzi, zwłaszcza chorzy z problemami ciśnienia, serca, matki w ciąży, opuściła obóz w centrum, nie wytrzymując napięcia spowodowanego ciągłymi bombardowaniami. Wciąż jednak przybywa uciekinierów z innych stron, gdzie walki mają miejsce. Leczenie w ośrodku zdrowia nie zostało wstrzymane. Pielęgniarze dzielnie “stoją na posterunku” pracy. Troszczą się o obłożnie chorych, którzy pozostali na łóżkach szpitalnych. Konsultują również wszystkich przybywających chorych, opatrują rany postrzałowe. Nasza wioska stała się polem bitwy, moździerze zostały zamontowane między szkołą podstawową a szkołą średnią. Przez wioskę przejeżdżają czołgi, samochody ciężarowe z wojskiem. Obóz żołnierzy rządowych znajduje się na placu miejskiego rynku w Ntamugenga, 1 km od naszego domu, szkół, szpitala. Jest dużo zabitych i rannych wśród żołnierzy i bojowników z obu stron.Dochodzi do takich zbrodni, że zabitym żołnierzom odcina się głowę, ręce, nogi i wyrywa się wnętrzności... Ludzka nienawiść nie zna granic! W walkach biorą udział nawet chłopcy w wieku 8-10 lat! Na szczęście do tej pory nie ma dużo zabitych czy rannych wśród ludności cywilnej. W ubiegłym tygodniu przez nasz ośrodek przewinęło się 10 osób z ranami postrzałowymi.Przez ten okres rozpoczęcia walk zbrojnych udało nam się być 3 razy w Ntamugenga, aby pozbierać trochę swoich rzeczy, zabrać dokumenty. O rozpoczętych wydarzeniach wojennych dowiedziałyśmy się w drodze do domu. S. Barbara wracała do Ntamugenga po 2-miesięcznym urlopie w Polsce. Byłyśmy już 4 km od domu, gdy nagle dał się usłyszeć odgłos strzałów karabinowych. Nie zastanawiając się wiele, szybko zawróciłyśmy z drogi. Obecnie przebywamy w Rutshuru. Już po raz kolejny przygarnęły nas pod swój dach siostry pallotynki.Ogólnie sytuacja na całym terytorium Rutshuru, Gomy, w całym rejonie Płn. Kivu jest bardzo napięta. Główna droga do Gomy jest często zablokowana przez toczące się walki, manifestacje ludności. Miejscowa społeczność sprzeciwia się siłom zbrojnym ONZ, którzy rzekomo działają na rzecz rebeliantów. Nie wszystkie organizacje humanitarne mają dostęp na teren Rutshuru. Rok szkolny powinien się zacząć 1 września. Oczywiście w takiej sytuacji nie ma mowy o rozpoczęciu nauki. Dzieci i młodzież nie mogą się doczekać, kiedy wreszcie będą mogli uczyć się w godziwych, pokojowych warunkach. Moi Drodzy, dziękuję Wam za Waszą obecność, wyraz Waszej chrześcijańskiej miłości. W imieniu tych wszystkich, którzy są skazani na ciągły niepokój, strach, ucieczkę i śmierć, proszę, abyście nie ustawali w modlitwie w intencji trwałego pokoju na ziemiach kongijskich. Składam serdeczne “Bóg zapłać”. Z Bogiem,
|
| « poprzedni | następny » |
|---|